Idea Jagiellońska

Wizja sojuszu państw Europy Środkowo-Wschodniej, w skład którego wchodzić
miałyby narody dawnej Rzeczpospolitej, a w wizjach śmielszych blok Trójmorza bywa określany jako Idea Jagiellońska. Potrzeba tworzenia sojuszu niepodległych państw naszego regionu pojawia się w różnych wariantach od zakończenia pierwszej wojny światowej. Od początku konstytuowania się niepodległych państw narodowych, których kompozycja nie przypomina już tej z wieku siedemnastego. W ramach Idei Jagiellońskiej działał Piłsudski z jego wizją odrodzonej Polski w sojuszu z Ukrainą i innymi państwami ościennymi. W ramach tej idei promowane były po drugiej wojnie światowej programy Giedroycia i Mieroszewskiego.

Idea Jagiellońska ma jednak wbudowany w siebie element autodestrukcyjny. Jej wyznawcy dość łatwo popadają w romantyczną wizję stosunków międzynarodowych. Ten romantyzm sprawia, że mamy często do czynienia bardziej z wyznawcami, niż zwolennikami określonego kierunku rozwoju polityki zagranicznej. Romantycy zdają się zapominać o tym, że dwudziesto- i dwudziestopierwszowieczna Europa to Europa państw narodowych i starcia narodowych interesów. Pełzająca jeszcze idea tożsamości europejskiej niewiele tu zmienia, a w ramach Idei Jagiellońskiej w ogóle nie ma zastosowania jako, że dwa duże jej elementy tj. Białoruś i Ukraina pozostają – i długo jeszcze pozostawać będą – poza strukturami unijnymi. Romantycy kierowani emocjami i wizją sojuszu państw i narodów, które dzieli częściowo nowa żelazna kurtyna, a przynajmniej płot graniczny, nierozliczone i nie uznane ludobójstwo, czy postrzeganie mniejszości polskiej jako zagrożenia, prą do nierealnego sojuszu. Na ołtarzu swojej wizji kładą interesy polskich przedsiębiorców, pozycję Polaków za granicą, nie mylić z Polonią, a i często reputację własną i kraju, który reprezentują. Do miłości nie da się przymusić, a Idea Jagiellońska o ile nie na miłości opierać miała się na braterstwie, którego nie ma. Są za to interesy, które mogą być w wielu miejscach spójne, a w wielu sprzeczne.

Ukraina dzisiejsza

Największy wschodni partner Polski to również największe polskie wyzwanie. Jeżeli Georg Jellinek miał racje i państwo można sprowadzić do władzy, narodu i terytorium to wyzwanie Ukraińskie również można przeanalizować przez pryzmat tych trzech elementów.

Po pierwsze Ukraiński establishment, nie tylko, bieżąca władza pozostaje największym wyzwaniem dla relacji polsko-ukraińskich. Kolejne rządy w Kijowie, bez względu na to czy pro-europejskie, czy pro-rosyjskie nie prowadziły romantycznej polityki zagranicznej, nie widziały również wartości we wzrastaniu w tradycji Rzeczpospolitej. Samo to sprawia, że próba realizacji Idei Jagiellońskiej w pełni nie mogła mieć racji bytu. Rządy w Kijowie skutecznie rozgrywały również Warszawę. Państwo, które niedawno utraciło Krym, na swoich wschodnich rubieżach prowadziło wojnę nieregularną i szykowało się do pełnoskalowej inwazji, jeszcze w styczniu 2021 roku prowadziło blokadę tranzytu kolejowego z Azji do Polski. Równocześnie przełom stycznia i lutego to intensywny transport sprzętu wojskowego na Ukrainę, który odbywał się drogą powietrzną tylko dzięki uprzejmości Polski, przy równoczesnym zakazie lotów nad Niemcami. Choć oficjalnym powodem blokady prowadzonej przez władze Ukrainy była chęć uzyskania większej liczby zezwoleń dla Ukraińców na przejazdy tirami, to faktycznych powodów należy szukać głębiej. Powodami tymi jest słabość Polskiej polityki względem Ukrainy i oparcie jej o nierealną wizję romantyczną. Polska nie jest w jej ramach w stanie realizować żadnych interesów. Sprawa tranzytu to nie jedyna, która była kładziona na ołtarzu romantyzmu, podobnie jeszcze w 2017 roku było z ograniczaniem nauczania w językach mniejszości – w tym w języku polskim, na Ukrainie. Polska całkowicie porzucała swoje własne interesy w imię realizacji wizji romantycznej. Ostatnie działania skończyły się afrontami Wołodymyra Zełenskiego wobec Andrzeja Dudy w ONZ oraz sugerowaniem, że Polska tak naprawdę działa na rzecz Moskwy. Ciężko mówić o tym obszarze relacji inaczej niż jako porażce i kapitulacji. Ostatnią odsłoną tej epopei jest reakcja na protest polskich przedsiębiorców branży transportowej. Historia kołem się toczy, a wydarzenia na granicy są intensywniejszą powtórką sporu z 2021 roku.

Po drugie, gdy mówimy o Ukrainie mówimy o narodzie ukraińskim. W tym zakresie sytuacja ma się nieco lepiej niż
w przypadku relacji na szczytach władzy. Jeszcze przed wybuchem wojny w Polsce studiowało i pracowało ponad milion Ukraińców, to sprawiało że wielu Polaków – w szczególności mieszkańców większych miast miało okazję poznać sąsiadów ze wschodu jako współpracowników, kolegów z ław studenckich, czy pracowników najemnych. Zgodnie z teorią komunikacyjną integracji sformułowaną przez Karla Deutscha takie bezpośrednie i intensywne relacje stają się podstawą dla procesów zbliżania się narodów. O bliskości na tym poziomie świadczyć może chociażby postawa Polaków względem mas uchodźców zimą i wczesną wiosną 2021 roku. Działania rządu – retroaktywne – nie wpłynęły negatywnie na relacje na poziomie kontaktów międzyludzkich, a sztandarowy program tj. nadanie specjalnego statusu Ukraińcom w Polsce, a po chwili Polakom na Ukrainie był jedną z nielicznych symetrycznych akcji zbliżających do siebie Polskę i Ukrainę w sferze formalnej, a nie tylko deklaracji. Ukraińcy to jednak nie tylko uchodźcy, ale również walczący o swej państwo żołnierze, masy wspierające ich w kraju – ludzie którzy wierzą w zwycięstwo, a przynajmniej, że ich poświęcenie nie pójdzie na marne. Tymczasem znów poziom rządowy pozostaje słabym ogniwem. Ukraiński establishment jak donoszą ostatnio media pozwala na rozkradanie ponad jednej trzeciej transportów pomocy jaka wysyłana jest na Ukrainę. Polscy działacze społeczni mówią wprost, że albo coś zostanie dostarczone na front bezpośrednio, albo zginie gdzieś po drodze. Wszystko to sprawia, że wysiłek i osobiste dramaty żołnierzy mogą być przez nich samych stawiane pod znakiem zapytania. Co więcej, wyludniona, stara (młodzi albo poszli na front, albo w swojej masie wyjeżdżają) i wciąż opanowana przez koncerny i oligarchów Ukraina nie jest tą, o którą biją się Ukraińcy. Zakończenie działań zbrojnych (bez względu na to w jakiej formie się to dokona) będzie momentem gorzkiego rozczarowania dla wielu z weteranów. To doprowadzić może do radykalizacji. Mamy przykład z historii, kiedy pyrrusowe zwycięstwo Włoch, przy dużych stratach doprowadziło do powojennej radykalizacji weteranów i ostatecznie narodzin ruchu faszystowskiego. Zradykalizowana, powojenna Ukraina i blisko dwumilionowa mniejszość ukraińska w Polsce będą, a może już stają się wyzwaniem dla Polski.

Po trzecie Ukraina to terytorium, które może stanowić skuteczny bufor pomiędzy Polską a Rosją. Utrzymanie tego bufora stało się idée fixe polskiej polityki zagranicznej. O ile bezsprzecznie brak długiej granicy z Rosją i jej sojusznikami jest w interesie Polski, o tyle porzucanie wszelkich innych interesów na rzecz utrzymania tego buforu w niezmienionym kształcie jest jedną z przyczyn porażek i afrontów na poziomie międzyrządowym. Niepodległa Ukraina jest niezbędna dla utrzymania, bądź podniesienia polskiego bezpieczeństwa, jednak musi być to Ukraina zdolna do samodzielnego funkcjonowania i chcąca się reformować.

Ukraina powojenna

O ile Ukraina dzisiejsza może być postrzegana jako źródło wielu frustracji, które widać i o których mówi się nie tylko w Polsce, ale i w USA, o tyle Ukraina powojenna postrzegana powinna być jako wyzwanie, a wręcz zagrożenie dla stabilności regionu oraz bezpieczeństwa Polski. Okres wojny pokazał, że nasz wschodni sąsiad nie jest zdolny do przeprowadzenia samodzielnie niezbędnych reform wewnętrznych. Korupcja wróciła po pierwszych miesiącach wojny i pożera zasoby niezbędne na froncie. Frustracja ze sprzeniewierzania środków sojuszników, którzy de facto utrzymują nie tylko armię, ale i państwo Ukraińskie wyrażona została w trakcie wizyty Wołodymira Zełenskiego w USA, gdy spiker Kevin McCarthy nie pozwolił wystąpić prezydentowi Ukrainy w Kongresie. Do tego niewiele później przedstawiona została lista niezbędnych do przeprowadzenia na Ukrainie reform, która wystosowana została na poziomie zastępcy doradcy ds. bezpieczeństwa międzynarodowego Białego Domu (Mike’a Pyle’a). Niespełnienie tych warunków, rozpisanych do realizacji w ciągu 3 do 18 miesięcy, oznaczać miało zakończenie wsparcia. Dziś w mediach czytamy, że zarówno Biały Dom jak i Belin mają naciskać na Kijów by konflikt został zakończony bądź zamrożony. Oznaczać to musi w obecnej sytuacji frontowej zgodę na koncesje względem Rosji. Efekt tych potencjalnych nacisków nie jest jeszcze znany, a frakcja jastrzębi ze Zjednoczonym Królestwem na czele, również nie powiedziała ostatniego słowa.

Wojna w końcu jednak się skończy, a analitycy wskazują, że choć obecną sytuację można uznać za sukces ukraiński to jednak o przywróceniu granic z 1991 roku, a nawet sprzed 2021 roku można raczej tylko pomarzyć. Rozpalone przez władze w Kijowie ambicje armii i społeczeństwa nie zostaną tym samym spełnione. I w tym miejscu nakreślić można coś co wydawać mogłoby się scenariuszem czarnym, ale czy rzeczywiście nie po prostu realnym?

Powojenna Ukraina staje się wyzwaniem dla Polski, gdyż staje się mniejszym buforem pomiędzy naszym krajem a Rosją. Jej potencjał demograficzny staje się nieporównywalnie mniejszy od przedwojennego. Co więcej obnażone zostały oszustwa statystyczne dotyczące liczby ludności na Ukrainie przed wojną. Dziś szacować można, za Ukraińskim Instytutem Przyszłości, że w granicach kontrolowanych przez Ukrainę po wojnie pozostać może zaledwie ok 25 000 000 mieszkańców. Patrząc na przekrój demograficzny, to ostatni szacunek elektroniczny wykazał ponad 7 000 000 osób w wieku powyżej 60 lat. Większość starszych osób na Ukrainie pozostała. Oznaczać to może, że powojenna sytuacja demograficzna będzie dramatyczna w związku z gigantycznymi i niemożliwymi do spełnienia w pełnym zakresie świadczeniami rentowymi (tu dojdą weterani) jak i emerytalnymi. Ukraina będzie musiała suplementować się migrantami, o czym wielokrotnie wspominała już Ełła Libanova, dyrektor Instytutu Demografii i Studiów Społecznych Narodowej Akademii Nauk Ukrainy. Problem polega tu jednak na tym, że wyścig o zasoby ludzkie rozpoczął się już dawno temu, a Ukraińcy byli dotychczas przedmiotem, nie podmiotem tego wyścigu. Napływ setek tysięcy migrantów z Afryki i Azji może doprowadzić do silnych napięć społecznych, które wobec rozpalonych nadziei co do wyniku wojny i zderzenia weteranów z powojenną rzeczywistością i tak będą istotne.

Powojenna Ukraina, będzie więc prawdopodobnie państwem o dramatycznej sytuacji gospodarczej, demograficznej, okrojona terytorialnie i niezreformowana. Ukraiński Instytut Przyszłości wskazuje, że bez głębokich reform i budowy społeczeństwa obywatelskiego nie możliwej będzie podźwigniecie powojennej Ukrainy. Co więcej, wszelkie scenariusze na przyszłość opiera właśnie o reformę i pojawienie się nowego establishmentu. Analizy te nie wskazują jednak w jaki sposób miałby ten nowy establishment na Ukrainie się pojawić. Można więc uznać raporty instytutu za nazbyt optymistyczne. Z takim zdestabilizowanym, biednym, targanym napięciami społecznymi i licznym w weteranów wojennych (z których wielu, jak po każdej wojnie, będzie wymagało leczenia w tym psychiatrycznego) będzie graniczyć Polska.

Ukraina jako wyzwanie dla Polski

Wyzwanie nie zawsze oznacza zagrożenie, jest związane również z wieloma szansami. Tak też należy postrzegać powojenną Ukrainę, przy czym pamiętać należy – o czym głośno mówią już politycy w Kijowie – że powojenne interesy Polski i Ukrainy będą sprzeczne. Polska podobnie jak większość państw rozwiniętych boryka się lub będzie borykać się z problemami demograficznymi. Ukraińcy od lat wspierają polski rynek pracy, a w ostatnich latach otrzymali status najbliższy statusowi osób z Kartą Polaka, choć nie musieli spełniać żadnych rygorystycznych kryteriów. Wytworzenie specyficznej strefy przepływu osób pomiędzy Polską a Ukrainą, która sankcjonowana była równoległym ustawodawstwem okazała się wartością dla obu stron. Z jednej strony ułatwiony został transfer pracowników do Polski, z drugiej na Ukrainie otwierane były w uproszczonej procedurze polskie przedsiębiorstwa, które mogą uczestniczyć w obrocie nieruchomościami oraz brać udział w odbudowie powojennej. Mankamenty tego nieformalnego układu, to nadmierne obciążenie polskiego budżetu świadczeniami socjalnymi. Na świecie istnieją jednak przykłady podobnych układów z podobnymi problemami (świadczenia socjalne i zbyt łatwy dostęp do obywatelstwa), które mogą służyć nam za wzór np. Trans-Tasman Travel Arrangement. Być może nie warto jednak porzucać całkowicie idei specyficznych preferencji wzajemnych, tym bardzie że transfery pieniężne od Ukraińców pracujących (i mających łatwość podejmowania pracy) będą istotne dla odbudowy ich państwa. Interesy Ukrainy i Polski mogą się tu uzupełniać.

Zagrożeniem będzie natomiast potencjalna radykalizacja nastrojów na powojennej Ukrainie. Gdyby związane było to z działaniami samoorganizacyjnymi weteranów problem może być jeszcze bardziej istotny. Weterani zresztą mogą również napłynąć do Polski w ramach powojennej fali migracji i w ramach procesów łączenia rodzin. Wielu z nich będzie borykać się z zespołem stresu pourazowego. Traumy wojenne mogą odbić się na ich codziennym funkcjonowaniu. Osoby takie będą z jednej strony wymagały leczenia, z drugiej mogą stanowić zagrożenie dla porządku publicznego. Z historii znamy liczne przypadki weteranów wojennych, którzy nie potrafili odnaleźć się w powojennej rzeczywistości i stwarzali zagrożenie.

Zagrożeniem będzie również potencjalna słabość państwa ukraińskiego oraz przesunięcie się na zachód linii demarkacyjnych. Gdyby wojna zakończyła się utrzymaniem rosyjskiego korytarza na Krym sytuacja geostrategiczna była by istotnie gorsza niż przed 2021 rokiem. O ile Polska nie będzie miała wpływu na linię rozgraniczeń to jako cześć kolektywnego zachodu będzie miała wpływ na stabilizację gospodarki Ukrainy. Jeżeli państwo ukraińskie ma „zejść z garnuszka Zachodu” musi choć częściowo rozwinąć bazę gospodarczą do opodatkowania. Przy czym Polska powinna lobbować tu przede wszystkim za możliwościami inwestycji na zachodzie Ukrainy. Wojna i migracje wewnętrzne zmieniły demograficzny obraz Ukrainy. Wielu zdolnych do pracy mieszkańców tego państwa przeniosło się na zachód. Zniszczenia wojenne i stała groźba powrotu wojny nie będzie skłaniała ich do powrotu na wschód.

Wyzwaniem – nie rozstrzygając czy jest to szansa czy zagrożenie – będzie również kwestia Polaków zagranicą mieszkających na Ukrainie. Nowa sytuacja demograficzna wpłynie zapewne na kompozycje narodowościową i etniczna Ukrainy. Polacy stanowili tam wg oficjalnych statystyk poniżej 0,5%, jednak do oficjalnych statystyk ukraińskich podchodzić należy ostrożnie. Dowartościowanie mniejszości polskiej na Ukrainie oraz włączenie jej w politykę zagraniczną czy też traktowanie jako pierwszy kontakt w przypadku podejmowania większych przedsięwzięć gospodarczych powinny znaleźć miejsce w nowej polityce wschodniej Polski.

Idea Jagiellońska runęła, gdyż była napędzana romantyczną, a nie racjonalną wizją naszej części Europy. Nowa, powyborcza rzeczywistość Polski i niedługo nowa powojenna rzeczywistość Ukraińska nie pozwolą już na romantyczność, niezbędna jest chłodna kalkulacja – stawką jest bezpieczeństwo naszej ojczyzny.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego

O autorze

dr hab. Jarosław Szczepański

Radca prawny, profesorem uczelnianym wykładający prawo i politologię. Pracownik badawczo-dydaktyczny Uniwersytetu Warszawskiego oraz Akademii Wymiaru Sprawiedliwości. W ostatnich latach jako profesor wizytujący wykładał i prowadziła badania na Ohio State University w USA (stypendium Fulbrighta) oraz Victoria University of Wellington w Nowej Zelandii.

Zobacz wszystkie artykuły autora