Demografia – wyzwanie globalne

Demografia to przeznaczenie, miał powiedzieć francuski filozof Auguste Comte. Rzeczywiście demografia potrafi determinować przyszłość, a w XXI wieku stała się ona tematem numer jeden. Dominuje w dyskursie nie tylko „starego świata”, ale również społeczeństw Azji, czy Afryki. Co więcej, proroctwo, lub zakład przedstawiony w książce Empty Planet: The Shock of Global Population Decline Darrella Brickerai Johna Ibbitsona zdaje się wygrywać z tezą Thomasa Roberta Malthusa o zbliżającym się przeludnieniu. Dlatego też perspektywa tworzenia nowych polityk państwa przez pryzmat demografii staje się wręcz konicznością. Nie ma już dziś na świecie państw, być może poza USA, które nie musiałyby się mierzyć z problemami demograficznymi. Europa, czy Globalna Północ, w związku z niskim poziomem dzietności, musi prowadzić złożoną politykę imigracyjna. Natomiast państwa Globalnego Południa prowadzą nierówną walkę z czasem o to czy zdarzą się wzbogacić zanim zdążą się zestarzeć.

Na tym tle warto przypatrzeć się w jaki sposób konstruowana jest polska polityka prorodzinna i pronatalistyczna. Interesujący będzie tu wpływ przepisów prawa na zachowania społeczne. Wypada przy tym podkreślić, że wpływ przepisów zupełnie eklektycznych, niespójnych w różnych obszarach, które mają realny wpływ na decyzje życiowe Polaków. Przyjrzymy się bliżej kilku przykładom tego jak niespójna polityka państwa działa wręcz szkodliwie w obszarze demografii.

 

500+ – nie da się kupić dzieci

Ustawą z dnia 11 lutego 2016 roku o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci, wprowadzone zostały przepisy, które pobudzić miały dzietność w kraju. Po 7 latach obowiązywania regulacji prawnej wiemy, że wzrost, jeżeli w ogóle był wywołany tą ustawą, był chwilowy. Dziś nawet wzrost świadczenia z 500 do 800 złotych nie jest już przedstawiany jako dalsza zachęta do prokreacji, ale waloryzacja. Bezpośredni transfer okazał się niewystarczającym bodźcem. Efekt 500+ to przede wszystkim wprowadzenie do dyskursu politycznego kwestii wagi kulturowych uwarunkowań dotyczących decyzji o posiadaniu potomstwa, w szczególności drugiego i kolejnego dziecka. Nie da się tylko pieniędzmi zachęcić ludzi do posiadania potomstwa liczy się efekt aprecjacji i deprecjacji relatywnej tj. subiektywnego postrzegania własnej sytuacji życiowej w odniesieniu do innych osób z naszego otoczenia.

Brak spójnej polityki legislacyjnej

Prawo jako jeden z wielu systemów normatywnych może kreować określone postawy społeczne, wspierać jedne i ograniczać inne. Zdaje się jednak, że przepisy prawa kierowane do osób w wieku produkcyjnym nie mają charakteru spójnego systemu nastawionego na realizację określonego celu, ale są zbiorem przypadkowych „wrzutek” legislacyjnych. Źródłem tej chimeryczności polskiego systemu prawnego z jednej strony może być zjawisko tzw. Polski resortowej, tj. brak koordynacji realizacji polityk prowadzonych w ramach poszczególnych minister. Z drugiej strony przyczyna może być też zupełnie prozaiczna, polska kultura prawna i polityczna nie zakłada budowania programów spójnych i całościowych, a jedynie adresowanie doraźnie działań na rzecz wybranych grup. Brak jest jednak refleksji co do tego jak te pojedyncze zmiany legislacyjne i nowe instytucje prawne wpływają na społeczeństwo jako całość.

Młodzi bez PIT – a co później?

Przykładem tego typu wrzutki jest instytucja zwolnienia z podatku dochodowego osób do 26 roku życia. Młodzi mieli być zachęceni do podjęcia pracy tak by zasilić głodny pracowników rynek pracy. Równocześnie nie podjęto refleksji nad długofalowymi skutkami tego działania w innych obszarach życia społecznego. Statystycznie w Polsce kobiety decydują się na pierwsze dziecko w wieku 29 lat i jest to wzrost o 6 lat w stosunku do okresu transformacji. Decyzja o posiadaniu potomstwa jest wiec z biegiem lat oddalana coraz bardziej. Jak jednak przepisy prawa wpływać mogą na tego typu decyzje. Młoda osoba, która mogłaby decydować się na posiadanie potomstwa wraz z ukończeniem 26 roku życia traci 12% swoich dochodów. Gdy natomiast mowa o osobach korzystających z pełnej optymalizacji składkowo-podatkowej tj. studentów, dokładniej osób odbierających legitymacje a nie koniecznie realnie studiujących, do 26 roku życia, którzy zarabiają na podstawie umowy zlecenia strata jest już na poziomie co najmniej 20%. Młodzi ludzie, w momencie gdy mogliby decydować się na posiadanie potomstwa tracą istotną część swoich zarobków, również stają się istotnie droższymi pracownikami dla potencjalnych pracodawców. Młoda osoba tracąca swoje dochody doświadcza zjawiska, które określane jest jako deprywacja relatywna. Zaczyna postrzegać swoją sytuację materialną jako zdecydowanie gorszą od tej jaką miała jeszcze niedawno. To nie sprzyja decyzji o prokreacji. Być może warto rozważyć nowelizację umożliwiająca korzystanie z przywilejów dla młodych rodziców, by nie odczuwali tego szoku finansowego. Każde kolejne dziecko mogłoby wydłużać okres preferencji podatkowej.

Brak stabilności zatrudnienia

Wpływ zbiegu zwolnienia ze składek ze zwolnieniem z podatku może mieć również kolejny negatywny dla decyzji prokreacyjnych skutek. Presja finansowa sprawia, że decyzja o stabilizacji zatrudnienia odwlekana jest w czasie. Młodym ludziom nie opłaca się poszukiwać zatrudnienia na podstawie umowy o pracę, gdyż mogą w łatwy sposób optymalizować swoje dochody unikając składek. Tymczasem stabilność zawodowa jest jednym z kluczowych czynników wpływających na decyzję o posiadaniu potomstwa. Prosta analiza prawa w działaniu wskazuje natomiast, że polski system prawny wprost zniechęca do poszukiwania stabilnego zatrudnienia. Co więcej, gdyby dodać do tego sytuację na rynku najmu i sprzedaży nieruchomości, to wybór pomiędzy wyższymi wpływami, a poszukiwaniem stabilności zatrudnienia wydaje się jeszcze bardziej oczywisty.

Brak dachu nad głową

Polskie prawo, zgodnie z trendami globalnymi, przyczyniło się do tego że nieruchomości mieszkalne stały się optymalną inwestycją utrzymującą wartość zainwestowanego kapitału oraz przynosząca pożytki; czynsz. Długo utrzymująca się tendencja sprawia, że wiele kupowanych za gotówkę mieszkań jest kupowanych nie przez osoby fizyczne, a osoby prawne. Deweloperom nie opłaca się wypuszczać na rynek wielu nieruchomości, bo mogą je sobie amortyzować i nie tracąc złotówki „sączyć” na rynek niewielkie ilości tego niezbędnego dla stabilizacji życia rodzinnego dobra jakim jest własne mieszkanie. Legislacje jak wspomniany kredyt 2% pobudzają tylko stronę popytową windując dalej ceny. Brak jest zachęt do szybszego wprowadzenia nieruchomości na rynek jak podatek od pustostanów, brak jest ograniczeń w posiadaniu nieruchomości mieszkalnych przez osoby prawne; fundusze inwestycyjne, brak jest ułatwień po stronie podażowej; deregulacja, uwolnienie gruntów, wreszcie brak jest wsparcia dla REIT’ów (ang. real estate investment fund), które inwestowały by w nieruchomości komercyjne, a nie mieszkalne.

Prawo pracy i uprawnienia rodzicielskie

Przegląd zupełnie sprzecznych wewnętrznie z punktu widzenia polityki demograficznej kraju przepisów prawa można kontynuować, dodając kwestie późnej implementacji dyrektywy work-life balance, braku uwzględnienia praktyki pracodawców wobec pracownic w ciąży i vice versa. W tym ostatnim zakresie wparto podkreślić, że jak podaje Dziennik Gazeta Prawna ponad 90% kobiet w ciąży korzysta ze zwolnienia lekarskiego. Sytuacja ta jest o tyle problematyczna, że zwolnienia mogą być tylko czasowe i tak pracodawca jak i pracownica przeżywają w związku z tym stres lub dyskomfort. Pracodawca nie ma pewności, choć może się domyślać, co do tego czy pracownica powróci do zakładu pracy jeszcze przed porodem, kobieta może odczuwać niechęć, zrozumiałą w związku z tak niepewną sytuacją, po stronie pracodawcy. Tymczasem doświadczenia okresu ciąży moją istotny wpływ na podjęcie decyzji o kolejnym dziecku. Nikt na obecnych rozwiązaniach więc nie wygrywa, a ustawodawca permanentnie ignoruje tego typu proste analizy prawa w działaniu.

Być może warto nie walczyć z praktyką pracodawców i pracownic, i wprowadzić urlop ciążowy płatny przez ZUS. ZUS i tak pokrywa koszty chorobowego kobiet w ciąży na poziomie 100%, więc de facto mamy do czynienia ze specyficznym nieformalnym urlopem ciążowym u 90% kobiet. Z jednej strony odciążyłoby to pracodawców i zwiększyło ich pewność kształtowania sposobu funkcjonowania zakładu pracy, z drugiej odciążyło psychicznie kobiety, które i tak w zdecydowanej większości nie pracują w czasie ciąży. Być może warto rozważyć zachęty do podjęcia decyzji o drugim dziecku poprzez wprowadzenie wsparcia dla kobiet, które w związku z posiadaniem umowy o pracę na czas określony utraciły ją. Analiza prawa w działaniu wskazuje, że kobiety decydują się na de facto fikcyjne zatrudnienia tylko po to by uzyskać w takiej sytuacji ponowne świadczenia. To zaś jest wypłacane i tak przez ZUS, tylko po serii wymuszonych ignorowaniem praktyki życia społecznego działań niepożądanych prawnie. Dochodzi do niepotrzebnego antagonizowania młodych matek i pracodawców oraz zniechęcenia ich do zatrudniania potencjalnych młodych matek, które szukają tylko sposobności dla uzyskania świadczenia. Zniechęca to też do posiadania więcej niż jednego dziecka, gdyż koszt psychiczny i społecznych staje się bowiem stosunkowo wysoki.

Apel o spójność systemu prawa

Spójny system prawa, świadczeń i norm adresowanych do osób w wieku produkcyjnym, pracodawców i młodych rodziców jako całość może wpłynąć na postrzeganie rodzicielstwa. Tymczasem demografia to przeznaczenia. Polska walczy z przeznaczeniem utrzymując przepisy zniechęcające do posiadania potomstwa wcześnie, windujące ceny nieruchomości i uniemożliwiające wczesne założenia własnego gniazda, antagonizujących pracodawców i pracownice w ciąży oraz młode matki, zachęcając do instrumentalnego traktowania prawa, które jest nieprzyjazne rodzicom. Przegląd przepisów w duchu prawa w działaniu i wprowadzenie spójnego systemu regulacji adresowanych do potencjalnych rodziców i rodziców jest czymś zupełnie niezbędnym w obecnej sytuacji.

Przegląd to zresztą dopiero początek reformy w duchu spójnej polityki demograficznej. W dalszej kolejności wprowadzić należy zachęty dla promocji rodzicielstwa i ułatwiania codziennego życia rodzicom z małymi dziećmi w tak prozaicznych czynnościach jak wizyty w urzędach, czy też zakupy w sklepach, ale to już kwestia wykraczająca poza bieżącą analizę polskiego prawa w działaniu.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego

O autorze

dr hab. Jarosław Szczepański

Radca prawny, profesorem uczelnianym wykładający prawo i politologię. Pracownik badawczo-dydaktyczny Uniwersytetu Warszawskiego oraz Akademii Wymiaru Sprawiedliwości. W ostatnich latach jako profesor wizytujący wykładał i prowadziła badania na Ohio State University w USA (stypendium Fulbrighta) oraz Victoria University of Wellington w Nowej Zelandii.

Zobacz wszystkie artykuły autora