Dlaczego tyle rynków małych miast rozczarowuje turystów
Wiele osób wybiera małe miasta w Polsce, licząc na kameralny rynek, kawiarnie z ogródkiem, wieczorny spacer i „klimat jak z pocztówki”. Na zdjęciach promocyjnych wszystko się zgadza: kolorowe kamieniczki, ratusz, kwiaty. Problem pojawia się po przyjeździe – zamiast przytulnego placu jest wielki parking, parter kamienic zajmują banki i sieciówki, a po 17:00 rynek pustoszeje tak, jakby ktoś wyłączył światło.
Najczęstszy scenariusz wygląda podobnie: ktoś widzi jedno piękne zdjęcie w social mediach, rezerwuje nocleg w ciemno „bo ten rynek wygląda super” i planuje wokół niego cały weekend. Na miejscu okazuje się, że po pół godziny spaceru „nie ma co robić”. Brakuje miejsc, gdzie można spokojnie usiąść, zjeść, wypić kawę, nie ma też sensownego łącznika z innymi atrakcjami. Zamiast relaksu i odkrywania lokalnego życia pojawia się zniecierpliwienie i pytanie: „to po co my tu przyjechaliśmy?”.
Źródłem rozczarowania jest także zderzenie oczekiwań różnych typów podróżnych z realiami. Rodzina z dziećmi potrzebuje lodziarni, placu zabaw, toalet i cienia. Fotograf szuka kadrów, ciekawych detali, światła, punktów widokowych. Para nastawiona na wieczory w knajpkach oczekuje kilku lokali w zasięgu krótkiego spaceru i bezpiecznej, oświetlonej okolicy. Ten sam rynek może być więc „najpiękniejszym miejscem, w jakim byłem” dla jednej osoby i „totalną nudą” dla innej.
Dodatkowo wiele przewodników i blogów podrzuca pułapkę: wrzuca wszystkie historyczne rynki małych miast do jednego worka. Pojawiają się opisy typu „urokliwy rynek z zabytkowymi kamienicami”, ale brakuje informacji, czy to faktycznie żywa przestrzeń, czy ładny, muzealny plac. Dla planowania weekendu różnica jest ogromna. Łatwo w ten sposób zmarnować dobry wyjazd przez jedno niedoprecyzowane słowo w opisie.
Znajomość przyczyn tego stanu rzeczy pomaga uniknąć frustracji. Zamiast zakładać, że „rynek to rynek, wszędzie będzie podobnie”, lepiej z wyprzedzeniem sprawdzić, jaki ma charakter: spacerowy, handlowy, turystyczny, czy może czysto reprezentacyjny. Szczególnie ważne jest to w małych miastach, gdzie rynek często jest jedynym logicznym centrum pobytu. Jeśli nie spełni oczekiwań, trudno „uciec” do innej dzielnicy, jak bywa w dużych metropoliach.

Skąd biorą się „martwe place” zamiast przyjemnych rynków
Rewitalizacja na zdjęcie, nie na codzienne życie
Jedną z głównych przyczyn rozczarowania rynkami małych miast w Polsce są źle pomyślane rewitalizacje. Wiele projektów powstawało pod hasłem „uporządkowania przestrzeni” i efektownego wyglądu na wizualizacjach, niekoniecznie pod potrzeby tych, którzy mają z rynku korzystać.
Częsty schemat: wycięcie drzew, wyłożenie placu gładkim granitem, dodanie kilku niskich ławek i fontanny. Na wizualizacji wygląda to nowocześnie i „europejsko”. W praktyce latem nie ma ani kawałka cienia, ławki nagrzewają się do granic możliwości, a plac pustoszeje już w południe. Jednocześnie zostawia się szerokie pasy dla samochodów i dziesiątki miejsc parkingowych, bo „mieszkańcy muszą gdzieś parkować”. W efekcie powstaje przestrzeń, która lepiej służy tranzytowi niż spotkaniom.
Drugim problemem jest brak miejsca dla ogródków gastronomicznych. Kiedy na całym rynku dominuje gładka płyta bez sensownych „zatok” pod stoliki, restauratorowi trudniej rozstawić klimatyczny ogródek. Do tego dochodzą wysokie opłaty za zajęcie terenu i rygorystyczne przepisy estetyczne – lokalni przedsiębiorcy często odpuszczają. Dla turysty oznacza to jedno: nawet pięknie odnowiony rynek nie zapewni zwykłej przyjemności, jaką jest wieczór przy stole na świeżym powietrzu.
Miasteczko ustawione pod rytm mieszkańców
Druga przyczyna „martwych placów” jest znacznie mniej spektakularna, ale ma ogromne znaczenie: wiele małych miast funkcjonuje przede wszystkim w rytmie mieszkańców, a nie turystów. Rynek pełni tam rolę urzędowo–usługową: ratusz, poczta, kilka sklepów, apteka, fryzjer. Rano w dni robocze jest tłoczno, po południu i w weekendy – pusto.
Niekoniecznie jest to wynik złej woli. Dla lokalnej społeczności priorytetem bywa wygodny dojazd autem „pod sam urząd”, możliwość zaparkowania na chwilę przy aptece czy banku. Turyści pojawiają się sporadycznie i nie generują takiego obrotu, aby samoistnie powstał silny sektor gastronomiczny. Lokale, które próbują działać wieczorami, często nie wytrzymują sezonowości ruchu.
W takim mieście rynek może być zadbany, względnie ładny, ale jego funkcja jest inna niż w typowym miasteczku turystycznym. Dla odwiedzającego, który oczekuje „wieczornego życia”, będzie to rozczarowanie. Dla kogoś, kto szuka spokojnego miejsca na poranny spacer z kawą z jedynej otwartej piekarni – może się okazać wystarczający.
Różnice regionalne, które zmieniają odbiór rynku
Na klimat rynków małych miast w Polsce wpływa także historia regionów. Ten sam turysta inaczej odbierze rynek w małopolskim miasteczku poaustriackim, a inaczej w wielkopolskim czy na dawnych terenach pruskich.
Galicja (Małopolska, Podkarpacie) słynie z dużych, prostokątnych rynków z ratuszem pośrodku. Często zachował się tu tradycyjny układ ulic i historyczne pierzeje. Tego typu place mają potencjał do organizowania jarmarków, targowisk, koncertów. Jednocześnie przez swoją skalę bywają trudne do „wypełnienia” życiem – jeśli brakuje drzew i ogródków, wielki, pusty plac potęguje wrażenie chłodu.
Wielkopolska i Śląsk częściej oferują mniejsze, ciaśniej zabudowane rynki. Kamienice są nieraz skromniejsze niż na południu, ale sama skala placu sprzyja przytulności. Nawet kilka lokali gastronomicznych może wypełnić taką przestrzeń życiem. To dobry trop dla osób szukających wieczornego klimatu i krótkich, intensywnych spacerów.
Na terenach dawnych Prus (Pomorze, Warmia, Mazury) wiele rynków uległo zniszczeniu w czasie wojen i zostało odbudowanych fragmentarycznie. Część placów jest przesunięta wobec historycznego centrum, zabudowa bywa mieszana – od kamienic po powojenne bloki. Dla miłośników historii i fotografii może to być fascynujące, bo widać warstwy przeszłości. Dla osób szukających „pocztówkowego” klimatu – już mniej.
Jak zdalnie rozpoznać dobry rynek małego miasta
Mini-checklista „dobrego rynku”
Zanim zapadnie decyzja o weekendzie w konkretnym miasteczku, opłaca się zrobić szybki „przegląd techniczny” jego rynku. Prosty zestaw kryteriów pomaga odsiać miejsca, które pięknie wyglądają na jednym zdjęciu, ale nie nadają się na bazę wyjazdu.
- Spójna pierzeja zabudowy – co najmniej jedna, a najlepiej kilka ścian rynku tworzy ciąg zadbanych kamienic. Nie musi być bajkowo kolorowo, ważniejsze, by nie dominowały gołe ściany, parkingi i przypadkowe plombowe budynki.
- Widoczna gastronomia – na zdjęciach i w serwisach mapowych pojawiają się ogródki kawiarniane, stoliki, parasole. Pojedyncza pizzeria z ciemnymi szybami to zdecydowanie mniej niż dwie-trzy różnorodne knajpki.
- Zieleń i cień – drzewa, klomby, pergole. Sam „ładny granit” nie wystarczy. Jeśli na zdjęciach trudno znaleźć choćby kilka drzew, latem będzie ciężko spędzić tam dłuższą chwilę.
- Ławki i miejsca do siedzenia – najlepiej w kilku punktach, nie tylko przy ratuszu. To ważne zarówno dla rodzin z dziećmi, jak i osób starszych czy po prostu zmęczonych spacerem.
- Przewaga pieszych nad samochodami – na większości ujęć widać ludzi, nie auta. Jeśli plac na zdjęciach regularnie tonie w zaparkowanych samochodach, trudno będzie mówić o przyjemnym, spokojnym rynku.
- Choć jedna kawiarnia/lodziarnia czynna wieczorem – da się to sprawdzić po godzinach otwarcia w Google Maps i opiniach. Jeżeli wszystkie miejsca są zamykane o 17:00, wieczorny klimat będzie mocno ograniczony.
- Bliskość dodatkowych atrakcji – w promieniu kilku minut pieszo powinien znaleźć się przynajmniej jeden kościół, punkt widokowy, park, nabrzeże rzeki lub zamek. Sam rynek rzadko wystarcza na cały dzień.
Jak prześwietlić rynek krok po kroku
Krótka, uporządkowana procedura pozwala w kilkanaście minut ocenić potencjał rynku małego miasta jeszcze przed rezerwacją noclegu.
-
Podgląd satelitarny i Street View
Na widoku satelitarnym sprawdź, ile realnie jest zieleni. Jeśli cały plac to jednolita, jasna płyta, można spodziewać się „patelni” latem. Street View pokazuje z kolei skalę ruchu samochodowego, charakter parterów budynków i obecność ławek. Warto przejść się wirtualnie wokół całego rynku, a nie oglądać tylko jedno ujęcie.
-
Zdjęcia użytkowników w Google Maps
Zwróć uwagę, czy powtarzają się zdjęcia ludzi siedzących w ogródkach, rodzin na spacerze, wydarzeń plenerowych. Jeśli większość fotografii to puste kadry o świcie lub ogólne widoki, rynek może być ładny, ale słabo wykorzystywany.
-
Opinie o lokalach na rynku
Przeklikaj opinie kawiarenek i restauracji na płycie rynku lub tuż przy nim. Szukaj wzmianek o „miłej atmosferze na rynku”, „dobrym miejscu na wieczór”, „życiu do późna”. Zwróć uwagę na godziny otwarcia – jeśli nawet w sezonie lokale zamykają się wcześnie, trudno liczyć na wieczorny klimat.
-
Kalendarz wydarzeń miejskich
Na stronie miasta lub lokalnego ośrodka kultury sprawdź, czy rynek jest wymieniany jako miejsce koncertów, jarmarków, pokazów. Jeśli w kalendarzu dominują wydarzenia w halach sportowych i centrum kultury na obrzeżach, rynek zapewne pełni bardziej reprezentacyjną, niż realnie animującą funkcję.
-
Hasła „rynek wieczorem / zimą / jesienią”
Wyszukiwarka grafiki potrafi sporo zdradzić. Jeśli są zdjęcia z iluminacji świątecznej, jarmarków, letnich koncertów – to dobry znak. Gdy pojawia się tylko kilka letnich ujęć w południowym słońcu, może to oznaczać, że poza sezonem rynek jest niemal pusty.
Przy krótszych wypadach dobrze zestawić ze sobą różne pory dnia. Jeśli na zdjęciach z rana widać głównie samochody i osoby „na załatwieniu spraw”, a dopiero wieczorem pojawiają się ogródki i spacerowicze, rynek ma podwójną tożsamość. Gdy natomiast zarówno w południe, jak i po zmroku powtarzają się ujęcia pustego placu z kilkoma przechodniami, trudno liczyć na nagłe ożywienie tylko dlatego, że akurat przyjedzie kilku turystów więcej.
Pomaga też szybkie porównanie z innym, znanym już miejscem. Jeśli widzisz na zdjęciach podobną skalę placu, rodzaj zabudowy i liczbę lokali, możesz mniej więcej przewidzieć, czego się spodziewać po atmosferze. Dla jednych będzie to sygnał: „to idealne, spokojne miasteczko na książkę i lody na ławce”, dla innych ostrzeżenie, że lepiej szukać gdzie indziej bardziej intensywnego życia ulicznego.
Ten prosty „prześwietlacz” rynku przydaje się szczególnie wtedy, gdy wyjazd ma konkretny cel. Osoba, która planuje fotografowanie architektury, bardziej skorzysta z miasteczka o ciekawej, nawet poszatkowanej historii zabudowy, niż z perfekcyjnie odrestaurowanego, ale martwego placu. Kto szuka miejsca na wieczorne włóczenie się od kawiarni do kawiarni, lepiej wyjdzie na wyborze mniejszego, ciasnego rynku z kilkoma pewnymi lokalami niż na „wielkiej płycie” bez cienia drzew.
Ostatecznie dobry rynek małego miasta to nie zawsze ten najbardziej „instagramowy”, lecz taki, który pasuje do konkretnego stylu podróżowania: jedni potrzebują głośnych ogródków do późna, inni ławki pod lipą i jednego solidnego bistro. Im precyzyjniej połączysz swoje oczekiwania z tym, co rzeczywiście widać na mapach, zdjęciach i w opiniach, tym większa szansa, że kolejne małe miasteczko okaże się trafionym wyborem, a nie tylko ładnym przystankiem po drodze.
Rodzaje ciekawych rynków małych miast – który będzie dla kogo
Pod hasłem „fajny rynek” kryją się zupełnie różne potrzeby: ktoś szuka scenografii do zdjęć, ktoś inny – placu zabaw i lodów w cieniu, jeszcze ktoś – bazy wypadowej na wieczorne wyjścia. Pomaga patrzeć na rynki nie jak na jeden typ atrakcji, lecz jak na kilka modeli, z których każdy sprawdza się w innym scenariuszu wyjazdu.

Rynek pocztówkowy – idealny do zdjęć i krótkiego spaceru
To ten typ rynku, który świetnie wygląda na zdjęciach: kolorowe kamienice, zadbany ratusz, fontanna. Przestrzeń bywa mocno uporządkowana, z nowymi nawierzchniami i dyskretną zielenią. Turyści często zatrzymują się tu „na chwilę”: zdjęcia, lody, krótki spacer wokół pierzei.
Dla kogo będzie strzałem w dziesiątkę?
- Miłośnicy fotografii i architektury, którzy chcą uchwycić klasyczne ujęcia rynku.
- Osoby przejazdem – np. w drodze w góry czy nad jezioro – szukające jednego ładnego przystanku na kawę.
- Parom na spokojny spacer po kolacji, gdy priorytetem jest estetyka, a nie długość „listy atrakcji”.
Co może przeszkadzać?
- Niewielka liczba lokali otwartych po 19:00 – rynek szybko pustoszeje.
- Mało cienia, jeśli rewitalizacja poszła w stronę „kamienna płyta + fontanna”.
- Ograniczona oferta dla dzieci: brak placu zabaw, mało „ruchomych” atrakcji poza gołębiami i wodą z dysz.
Rynek pocztówkowy lepiej traktować jako mocny punkt programu, ale niekoniecznie jako jedyną atrakcję dnia. W połączeniu z pobliskim wzgórzem zamkowym, parkową aleją czy ścieżką nad rzeką robi świetne wrażenie. Gdy jednak wokół brakuje dodatkowych miejsc, po godzinie spaceru można odczuć niedosyt.
Rynek żywy handlowo – kawiarnie, gwar i lokalne życie
Drugi typ to rynek, który może być mniej „pocztówkowy”, za to pełen ludzi i usług. Partery kamienic zajmują piekarnie, pizzerie, bary mleczne, małe sklepy. W tygodniu sporo tu mieszkańców na załatwianiu spraw, popołudniami – młodzieży i rodzin z dziećmi. Wieczorem centrum życia przenosi się do ogródków.
Kiedy taki rynek wygrywa?
- Weekendowy wyjazd z noclegiem przy rynku lub w jego okolicy – jest gdzie wyjść wieczorem „bez samochodu”.
- Spotkania w większej grupie: łatwiej znaleźć stolik, kilka typów kuchni, lody dla dzieci i wino dla dorosłych.
- Deszczowy dzień – można „przeskakiwać” między miejscami pod dachem, a nie kończyć wycieczkę po pół godzinie.
Typowe minusy i pułapki
- Większy hałas, szczególnie w sezonie i weekendy – nie każdy lubi gwar do późniejszych godzin.
- Możliwy chaos reklamowy: potykacze, neony, banery nad witrynami.
- Mniej spektakularna architektura – rynek bywa „zwyczajny” wizualnie, ale nadrabia atmosferą.
Przy planowaniu wyjazdu z dziećmi i osobami starszymi przydaje się kompromis: rynek żywy, ale z czytelną przestrzenią dla pieszych i możliwością znalezienia cichszego kąta (ławek przy kościele, mini-skweru za pierzeją). Jeśli zdjęcia pokazują jedno wielkie „morze ogródków” z wąskim przejściem, osoby wrażliwe na tłum mogą czuć się tam przytłoczone.
Rynek spokojny – idealny do kawy, książki i krótkich spacerów
To place, które często nie trafiły na główne listy „najpiękniejszych rynków”, ale mają inne atuty: ciszę, niewielki ruch, sporo zieleni, kilka ławek i może jedną, dwie kawiarnie. Dla części osób to „nudne miasteczko”, dla innych – wymarzone miejsce na reset.
Dla kogo to dobry wybór?
- Osoby pracujące zdalnie, które chcą spokojnej bazy i jednego przewidywalnego miejsca na przerwę przy kawie.
- Rodziny z małymi dziećmi – brak tłumu ułatwia pilnowanie pociech, łatwiej też znaleźć wolną ławkę w cieniu.
- Seniorzy i osoby mniej sprawne – brak pośpiechu, mniejsza presja tłumu, możliwość powolnego spaceru wokół rynku.
Kiedy taki rynek rozczarowuje?
- Dla osób nastawionych na „życie do późna” – po 19:00 może być tu naprawdę cicho.
- Przy gorszej pogodzie – jeśli nie ma ciekawej kawiarni wewnątrz, trudno gdzieś „uciec” przed deszczem czy chłodem.
- Gdy szuka się wielu bodźców – tu raczej dominuje powolny rytm życia mieszkańców.
Na zdjęciach takie rynki często nie robią wielkiego wrażenia, ale opinie w Google potrafią zdradzić ich mocne strony: wzmianki o „spokojnym, bezpiecznym miejscu”, „miłym rynku na spacer z wózkiem”, „braku tłumów tak jak w znanych kurortach” są dobrym tropem, jeśli szukasz wyciszenia.
Rynek z warstwową historią – dla tych, którzy lubią „czytać przestrzeń”
Odrębna kategoria to rynki, na których widać kolejne epoki: XIX-wieczne kamienice obok powojennych plomb, fragmenty murów, pusty narożnik po dawnym domu. Nie zawsze są „ładne” w klasycznym sensie, za to potrafią mocno wciągnąć osoby zainteresowane historią miast czy fotografią dokumentalną.

Największe atuty takiego rynku
- Przykład „żywej historii” – widać, co wojny, zmiany granic i przemianowania miast zrobiły z tkanką miejską.
- Dobre miejsce na mniej oczywiste kadry fotograficzne: detale fasad, przejścia bramne, zestawienia starego z nowym.
- Często w pobliżu znajdują się małe muzea, izby pamięci, tablice z planami dawnych układów ulic.
Co bywa wyzwaniem?
- Nie każdemu spodoba się mieszanka zadbanych i zaniedbanych budynków.
- Liczba knajpek może być ograniczona – miasto inwestuje w infrastrukturę i historię, ale gastronomia dopiero „dogania” zmiany.
- Dla rodzin z dziećmi sama warstwowość historyczna często jest zbyt abstrakcyjna, jeśli nie towarzyszą jej bardziej „namacalne” atrakcje.
Tego typu rynku lepiej nie oceniać po jednym zdjęciu z oficjalnej strony miasta. Skan Street View i zdjęć użytkowników podpowie, czy „warstwy” są inspirującą mozaiką, czy raczej chaotyczną mieszanką, która zamiast intrygować – przytłacza.
Jak dobrać typ rynku do stylu wyjazdu – trzy krótkie scenariusze
Przy planowaniu trasy po małych miastach dobrze zestawić swoje oczekiwania z konkretnym typem rynku, a nie szukać abstrakcyjnie „najpiękniejszego miejsca”. Kilka powtarzających się scenariuszy pomaga uporządkować wybór.
Weekend we dwoje z noclegiem przy rynku
- Lepiej wybrać: rynek żywy handlowo albo pocztówkowy z pewną gastronomią.
- Na co patrzeć: godziny otwarcia lokali w piątek i sobotę, zdjęcia wieczorem, opinie o „fajnym klimacie wieczorem”.
- Czego unikać: rynków z jedną kawiarnią zamykaną o 17:00 i wyraźną dominacją samochodów na płycie placu.
Rodzinny dzień z dziećmi i dziadkami
- Lepiej wybrać: spokojny rynek z zielenią albo mniejszy, handlowy, ale z wyraźnie wydzieloną strefą pieszą.
- Na co patrzeć: obecność ławek w cieniu, dostęp do toalety (w kawiarni, urzędzie, domu kultury przy rynku), łagodny spadek terenu.
- Czego unikać: „patelni” z minimalną liczbą drzew, stromych podejść do rynku, hałaśliwych ogródków z muzyką na cały plac.
Trasa dla miłośnika historii i fotografii
- Lepiej wybrać: rynki z warstwową historią lub pocztówkowe, ale w regionach o zróżnicowanej zabudowie (np. styki dawnych zaborów).
- Na co patrzeć: różnice między pierzejami, zachowane detale, stare szyldy, bliskość kościołów, murów miejskich, cmentarzy.
- Czego unikać: rynków całkowicie „wygładzonych” w jednej, nowej stylistyce, gdzie trudno dostrzec ślady dawnych epok.
Przy kilku miastach w planie dobrze też mieszać typy rynków: jednego dnia bardziej gwarny plac z knajpkami, drugiego – spokojny rynek z zielenią, trzeciego – miejsce z nieoczywistą historią zabudowy. Taka trasa jest ciekawsza i pozwala uniknąć wrażenia, że po obejrzeniu jednego rynku widziało się już wszystkie.
Na co jeszcze zwrócić uwagę, żeby rynek pasował do twojego rytmu dnia
Nawet w ramach jednego typu rynku różnice potrafią być spore. Kilka drobnych sygnałów często decyduje o tym, czy dane miejsce zagra z twoim stylem podróżowania.
- Poranne życie – jeśli planujesz wczesne spacery z aparatem lub dzieckiem w wózku, sprawdź, czy przy rynku działa piekarnia, kawiarnia lub choćby kiosk. Pusta przestrzeń do 10:00 rano może szybko się znudzić.
- Popołudniowy cień – Street View zrobione w letnie popołudnie pokaże, gdzie faktycznie da się usiąść bez smażenia się w słońcu. To kluczowe przy wyjazdach w lipcu i sierpniu.
- Wieczorna cisza czy gwar – opinie o „hałaśliwych wieczorach” mogą być minusem przy noclegu tuż przy rynku, ale plusem, jeśli celem są wieczorne wyjścia bez konieczności jazdy autem.
- Dostępność „na krótką nogę” – dla osób starszych i rodzin obciążonych wózkami liczy się odległość parkingu czy przystanku od rynku. Zdjęcia często zdradzają, czy trzeba pokonać długi, stromy odcinek, czy wejście na plac jest niemal z poziomu ulicy.
Jeśli przy jednym z miast widzisz, że trzy–cztery z tych elementów układają się po twojej myśli, to zwykle lepszy kandydat na bazę wyjazdu niż „obiektywnie piękniejszy” rynek, który kompletnie nie wpisuje się w twój rytm dnia.
Opracowano na podstawie
- Miasta polskie w Tysiącleciu. Tom 1–2. Ossolineum (1965) – Historia rozwoju miast i rynków w Polsce
- Atlas historyczny miast polskich. Seria ogólnopolska. Instytut Historii PAN – Układy urbanistyczne, plany rynków małych miast
- Rewitalizacja miast w Polsce. Pierwsze doświadczenia. Instytut Rozwoju Miast i Regionów (2010) – Analiza projektów rewitalizacji rynków i przestrzeni publicznych
- Standardy kształtowania przestrzeni publicznych. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego (2013) – Wytyczne dla projektowania placów, ulic i rynków
- Rynek jako przestrzeń publiczna małego miasta. Politechnika Krakowska (2012) – O funkcjach społecznych i przestrzennych rynków małych miast
- Małe miasta w Polsce. Tendencje i kierunki przemian. Komitet Przestrzennego Zagospodarowania Kraju PAN (2014) – Przemiany funkcjonalne i społeczne małych miast
- Miasto w dobie neoliberalizmu. Polityki miejskie w Polsce. Wydawnictwo Naukowe Scholar (2017) – Krytyka modernizacji i komercjalizacji przestrzeni publicznych






