Czy w Polsce mówi się jednym językiem? Śląski jako studium odrębności regionalnej

0
12
Rate this post

Polska oficjalnie posiada jeden język urzędowy i cztery regionalne lub mniejszościowe (kaszubski, niemiecki, białoruski, ukraiński). W praktyce — jak to często bywa z teorią a praktyką — życie językowe regionów wygląda znacznie ciekawiej. Najbardziej spektakularnym przykładem jest Górny Śląsk i jego mowa, której status do dziś jest przedmiotem sporu między językoznawcami, parlamentem i samymi użytkownikami.

lu Polaków mówi po śląsku

Dane Narodowego Spisu Powszechnego z 2021 roku przyniosły liczbę zaskakującą nawet samych Ślązaków: 587 tysięcy osób zadeklarowało posługiwanie się językiem śląskim w kontaktach domowych. To więcej niż liczba użytkowników kaszubskiego (108 tys.), białoruskiego (39 tys.) i ukraińskiego (60 tys.) razem wziętych. W spisie z 2011 roku wynik był jeszcze wyższy — 529 tysięcy zdeklarowało śląski jako pierwszy język ojczysty, a kolejnych 140 tysięcy jako drugi.

Dla porównania: czeskim posługuje się w Polsce około 1,5 tysiąca osób, a romskim niespełna 14 tysięcy. Śląski jest więc — w sensie liczby aktywnych użytkowników — drugim co do popularności językiem regionalnym Europy Środkowej (po kaszubskim w klasyfikacji oficjalnej, ale faktycznie pierwszym). Mimo to dopiero w 2024 roku Sejm uchwalił ustawę nadającą mu status języka regionalnego, a prezydencka odmowa podpisu zatrzymała ten proces na kolejne miesiące.

Skąd się wziął — i czy to dialekt, gwara, czy język

Spór o klasyfikację toczy się od XIX wieku. Krakowska szkoła dialektologiczna (Kazimierz Nitsch, lata 30. XX w.) zaliczała mowę śląską do dialektów polskich, obok małopolskiego, wielkopolskiego, mazowieckiego i kaszubskiego. Tę klasyfikację do dziś podtrzymują podręczniki gramatyki opisowej. Z drugiej strony, Międzynarodowa Organizacja Normalizacyjna w 2007 roku przyznała śląskiemu kod ISO 639-3 (szl), co w praktyce oznacza uznanie go za odrębny język w klasyfikacji międzynarodowej. Ten sam kod mają np. luksemburski i fryzyjski.

Argumenty „pro-językowe”: własna ortografia (kodyfikacja w wersji ślabikorzowej z 2009 r.), własna literatura (od Augustyna Świdra i Stanisława Ligonia po współczesną prozę Twardocha pisaną częściowo po śląsku), własne tłumaczenia (w 2024 roku ukazał się Mały Książę po śląsku, wcześniej Hobbit i Pan Tadeusz). Argumenty „pro-dialektalne”: brak ciągłości administracyjnej, brak historycznego państwa śląskiego (poza krótkim okresem Księstwa Cieszyńskiego), bliskość systemowa do polszczyzny ogólnej. Spór jest tyleż lingwistyczny, co polityczny.

Czego nie usłyszysz w innych regionach Polski

Mowa śląska zachowała wiele cech, które w polszczyźnie ogólnej zanikły lub przekształciły się dawno temu. Najbardziej charakterystyczne:

  • Samogłoski nosowe wymówione „rozłożone” — śląskie „mom” zamiast „mam”, „idom” zamiast „idą”.
  • Zachowanie dawnego „ł” przedniojęzykowego (jak angielskie „w” w „water”) — w wymowie najstarszych użytkowników nadal słyszalne.
  • Słownictwo germańskiego pochodzenia — szafa (Schaff), ancug (Anzug), kreple (Krapfen), hercklekoty (Herzklopfen). Zapożyczenia te nie są wynikiem polonizacji niemieckiego — to ślad wielowiekowego sąsiedztwa i wymiany gospodarczej, częściowo z czasów austriackich, częściowo z pruskich.
  • Słownictwo czeskie i morawskie — szczególnie w powiecie cieszyńskim („potajnie” zamiast „skrycie”, „mlyko” zamiast „mleko”).
  • Własne formy gramatyczne — brak czasu zaprzeszłego, ale obecność konstrukcji „ja żech to widziała” z pomocniczym „żech” (relikt dawnego polskiego, który w ogólnej polszczyźnie już zanikł).

Mowa, która nie jest jednolita

Językoznawcy wyróżniają na obszarze Górnego Śląska kilka odrębnych odmian: północną (rejon Tarnowskich Gór, Lublińca), centralną (Katowice, Chorzów, Bytom), południową (Tychy, Mikołów), cieszyńską (Cieszyn, Skoczów, Wisła) oraz opolską. Różnice nie są kosmetyczne. Ślązak z Cieszyna, słysząc rozmowę dwóch katowiczan, łapie ogólny sens, ale mnóstwo szczegółów wymyka mu się — i odwrotnie. To podobnie jak z odmianami niemieckiego: bawarski Niemiec zrozumie hamburczyka, ale nie zawsze co do słowa.

Najmocniejszy archaiczny zasób słownictwa zachował się paradoksalnie w mowie tych, którzy dzisiaj mają 75 lat i więcej, oraz — z drugiej strony pokoleniowej — wśród młodych entuzjastów odrodzenia językowego, uczących się świadomie z podręczników. Pokolenia średnie często mówią mieszanką śląskiej fonetyki i polskiego słownictwa („ślonsko-polszczyzną”), co lingwiści określają jako proces gwarowo-dialektalnego upraszczania pod wpływem mediów ogólnokrajowych.

Po co to zachowywać

Pytanie, które powraca w każdej dyskusji o językach regionalnych: czy zachowanie mowy śląskiej cokolwiek daje, jeśli wszyscy jej użytkownicy znają polski? Odpowiedź zależy od tego, co rozumiemy przez „dawanie”. Jeżeli mówimy o praktycznej komunikacji — owszem, każdy poradzi sobie po polsku. Ale jeżeli mówimy o tożsamości i pamięci kulturowej, śląski przenosi rzeczy, których polski nie unosi: 700 lat sąsiedztwa z Czechami, Niemcami, Morawianami, kulturę pracy w kopalni i hucie, swoisty rytm życia familokowego, który nie ma odpowiednika w innych regionach Polski.

Ze ściśle praktycznego punktu widzenia: nauka śląskiego (lub przynajmniej zrozumienie podstaw) ułatwia poruszanie się po Górnym Śląsku — w lokalnym rynku, w starszej części Bytomia czy Chorzowa nadal usłyszysz w sklepach „dwa kilo karminadli, prosza”, a kelner w kawiarni może zaproponować „kafyj abo herbata”. Polska w praktyce, nie w podręczniku.

Dla czytelników, których zaciekawiła ta odrębność i którzy chcieliby zobaczyć słownik podstawowych słów śląskich, krótki kurs wymowy oraz pełniejsze omówienie sporu o status („dialekt, gwara, czy język?”), polecamy opracowanie poświęcone językowi śląskiemu — słownikowi i godce. Przygotowane jest w formie przystępnej dla osób spoza regionu, a sporo miejsca poświęca też temu, jak współcześni autorzy pracują nad ortografią i gramatyką.

Polska wielojęzyczna — częściej niż myślimy

Śląski to przypadek najbardziej eksponowany medialnie, ale nie jedyny. Polska jest znacznie bardziej wielojęzyczna, niż wynikałoby to z konstytucyjnego zapisu o jednym języku urzędowym. Kaszubski, łemkowski, podhalańska gwara góralska (formalnie dialekt małopolski, ale z bardzo silną świadomością odrębności), wielkopolskie regionalizmy (np. „pyra” zamiast „ziemniak”), warmińskie i mazurskie ślady mowy ludowej — wszystkie te elementy współistnieją z polszczyzną ogólnopolską i każdy z nich coś o regionie mówi.

Spojrzenie na śląski jako studium przypadku pomaga zrozumieć szersze zjawisko: Polska, choć etnicznie znacznie bardziej jednolita niż przed II wojną światową, nadal pozostaje krajem o bogatym mozaikowym tle językowym. To, czy oficjalnie uznamy te odmiany za języki regionalne, czy zostawimy w kategorii „dialekty”, zmienia bardzo dużo w sferze prawnej i edukacyjnej, ale nic w samym fakcie ich istnienia.